niedziela, 5 listopada 2017

Duninowie- ród który odradza się na nowo



Flaga z Łabędziem.
Po 1989 roku Polska stopniowo odradza się w wielu aspektach. Obserwować zmiany możemy w zakresie ekonomii, gospodarki, polityki, sportu, kultury, edukacji , a nawet i rodziny. Niegdyś, jeszcze przed wojną rodziny w różnych warstwach społecznych były bardzo liczne. Ziemianie, którzy kontynuowali tradycję rodów szlacheckich spotykali się w szerokim gronie.
Ich posiadłości miały też możliwości, by wszystkich wujków, stryjów, ciotki i kuzynów w jednym miejscu, o jednym czasie pomieścić. Niestety system komunistyczny dążył, by rozbić tę podstawową komórkę każdego narodu. Co by miało to na celu? Rodziny szlacheckie z założenia były wrogiem dla nowej władzy ludowej. Burżuazja, wyzyskiwacze robotników- taką propagandę szerzyli komuniści. Tak naprawdę chodziło o to, że rodziny inteligenckie mogły dążyć do obalenia komuny, ciągnąć za sobą masy, to jest właśnie robotników, często wychowywanych na wsi, w patriotycznych tradycjach. Chcąc zapobiec takim działaniom przedwojenne rodziny szlacheckie były rozbijane. Dzielono i przenoszono w różne miejsca Polski jak najdalej od siebie, by znacznie utrudnić kontakt ze sobą. Prześladowania rodzin ziemiańskich było na tyle ciężkie i uporczywe, że niejednokrotnie decydowano się na usunięcie części nazwiska wskazującego na szlacheckie pochodzenie. W ramach ciemiężenia młodzi ziemianie mieli tworzone sztuczne problemy by dostać się na studia, ci starsi zaś nie mogli obejmować wyższych stanowisk, w różnych państwowych zakładach. Czasem znalezienie pracy było utrudniane z powodu pochodzenia. Tak naprawdę było to uwieńczenie dzieła jakie rozpoczął Związek Radziecki wywożąc i mordując polskie elity w Katyniu. Swój niemały wkład oczywiście mieli też Niemcy, którzy  wymordowali sporą część inteligencji. Nikomu chyba nie muszę przypominać Sonderaktion z 6 listopada 1939 roku. Tym dramatycznym sposobem polskie rodziny z herbami mocno się zmniejszyły, rozproszyły i niestety zaprzestały kontaktu. Wiele z nich wyjechało za granicę: do Francji, Włoch, USA, Wielkiej Brytanii, by tam ratować życie.
Wejście do Muzeum Rodu Duninów.
Od kilku, można nawet powiedzieć kilkunastu lat zaobserwować można „powrót do korzeni”. Powstają stowarzyszenia rodów, które pragną reaktywować tradycję i starają się odtworzyć rodzinne więzi. Rody, które podjęły próbę powrotu do macierzy to Kiersnowscy, Popielowie[1], Dąbrowscy, Ejsmontowie, Zawiszowie, Jastrzębscy, Świderscy, Duninowie i wielu innych. Ja bym chciał się przyglądnąć nieco tym ostatnim. Nie zamierzam pisać tu historii Duninów, choć historia tego rodu jest wspaniała i bogata. Chciałbym opisać jak wyglądają spotkania rodziny Duninów, gdzie się odbywają, kiedy się zaczęły i kto się na nich spotyka. Część z Was zapewne pyta: dlaczego właśnie Duninowie? Wybrałem właśnie tę rodzinę, ponieważ sam jestem Duninem i miałem przyjemność uczestniczyć w dwóch takich zjazdach.
Wszystko zaczęło się w 1992 roku, kiedy to zwołano Pierwszy Powojenny Zjazd Rodu. Odbył się on w Lublinie, a udział wzięło około 30 osób spod herbu Łabędzia. Za „wskrzeszeniem” rodu stoi Teofil Dunin – Kozicki, który wraz z innymi Duninami zorganizowali pierwszy zjazd. Wśród tych osób był również słynny historyk i kolekcjoner, nazywany „Hetmanem polskiego kolekcjonerstwa”- Jerzy Dunin Borkowski. Kolejne zjazdy odbyły się w Kazimierzu, Zakopanem, Sandomierzu, Lwowie i w kilku jeszcze innych miejscach.
Dwór w Zbożennej, miejsce spotkania Duninów na XXV Zjeździe rodu.
Pierwszy zjazd, w którym uczestniczyłem odbył się w 2005 roku, a miejscem spotkania był przepiękny Sandomierz. Miasto jest pełne atrakcji i warte odwiedzenia. Stare ulice, pełne kawiarni i restauracji, urokliwe zaułki i uliczki, słynny sandomierski ratusz i katedra. Jest co zwiedzać. Nie bez przyczyny Sandomierz został wybrany na miejsce zjazdu. Otóż w mieście „Ojca Mateusza”, we  wspomnianym już ratuszu znajduje się namalowany herb z łabędziem. Dziś trudno mi opisać jaki dokładnie był przebieg zjazdu, ponieważ od tego czasu minęło już ponad 12 lat. Mimo upływu czasu, spotkanie z całą, tak naprawdę dalszą rodziną wspominam znakomicie. Zwiedzanie miasta śladami rodu Duninów, ciekawe wykłady o historii „łabędziców[2]”, poznawanie rodziny przy blasku ogniska i wspólne śpiewanie. To wszystko wspominam do dziś bardzo dobrze. To co mi jeszcze utkwiło w pamięci to odległości jakie ludzie pokonywali, by się zobaczyć. Kuzynka, która pokonała największą odległość pochodziła z Peru.  Cały czas myślałem, by jeszcze raz pojechać na Zjazd. Ciągle niestety życie zaskakiwało mnie jakimiś niespodziankami. W końcu, muszę uderzyć się w pierś- mea culpa- odpuściłem sobie. Pewnego wieczoru z rodzicami wspominaliśmy sandomierski zjazd. Pragnienie zobaczenia się z rodziną było już tak duże, że w końcu zmobilizowało mnie do tego, by wybrać się na kolejny zjazd, tym razem w Zbożennej. Miejscowość w województwie mazowieckim była świadkiem XXV Zjazdu Rodu Duninów. Rodzina zebrała się w przepięknym XVIII wiecznym dworze. Jest on na tyle duży, że mimo że Duninów zjechało się bardzo dużo, wszyscy się pomieścili. Przybyli oni z różnych zakątków Polski ale i nie tylko. Niektórzy pokonali wiele kilometrów, by spotkać się z rodziną. Duninowie przyjechali z Rosji, Niemiec, Ukrainy czy Anglii. Na zjeździe podobnie jak przed laty były śpiewy, wykłady, rozmowy z rodziną o codziennym życiu. Wcześniej mieliśmy okazję zwiedzić kościół, który został ufundowany przez rodzinę spod znaku łabędzia. Na Zjeździe miały miejsce dwa ważne wydarzenia. Pierwsze z nich to oficjalne otwarcie Muzeum Rodu Duninów. Drugie zaś to wybór nowego Kanclerza Cezarego Dunina. Ustępujący długoletni Kanclerz Bożydar Dunin- Kozicki został pożegnany gromkimi brawami, które zresztą były w pełni zasłużone. Myślę też, że były wyrazem wdzięczności za te wszystkie lata poświęcenia i wspaniałej działalności na rzecz stowarzyszenia.
Zjazdy Rodu Duninów trwają po dziś dzień. Odbywają się one co roku w okolicy Bożego Ciała, w różnych miejscach. Najczęściej takich gdzie są jeszcze jakieś pozostałości po rodzinie Duninów lub gdzie zamieszkiwali nasi przodkowie. W Zjazdach uczestniczą członkowie rodu Duninów. Jest to czas pełen radości, śpiewów i rozmów z bliskimi. Po ostatnim Zjeździe wiem, że nie pozwolę sobie już na drugą, tak długą przerwę w Zjazdach. W końcu nie od dziś wiadomo, że rodzina to jest siła.

Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.


[1] Temu rodowi udało się nawet odzyskać swój pałac w Kurozwękach. Dzięki ich staraniom odzyskuje on blask.
[2] W ten sposób nazywa się członków rodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz